czwartek, 9 stycznia 2014

Moje małe przyjemności

Ostatnio nie było nas tu jakiś czas. Zatraciłam się w pewnych zajęciach, które pochłaniają część mojego wolnego czasu, który poświęcałam blogowi.
Pisałam wcześniej, że wróciłam do tańca. Zaczęło się niewinnie, Pati napisała do mnie - 'Hej, chcesz znów potańczyć? " Chciałam :) Teraz jestem jej ogromnie wdzięczna, że zapytała :D Odnajduję w tym niesamowitą siłę i energię. Ale decyzja o powrocie do regularnych zajęć tanecznych zaowocowała czymś jeszcze. 
 W podstawówce chodziłam na zajęcia korekcyjne, bo miałam krzywy kręgosłup. Potem, sytuacja się ustabilizowała. Po ciąży ból okazał się być mocno doskwierający. Osoba, do której chodzę na zajęcia taneczne jest również trenerem personalnym, nieprawdopodobnym pasjonatem i kimś, kto za wszelką cenę stara się pomagać innym.
I tak oto zaczęła się moja przygoda z byciem fit. Niestety, w kwestii zdrowego odżywiania mam duże braki (McDonaldzie - i tak Cię uwielbiam). Ale za to ćwiczę 3 razy w tygodniu... !!! Tak, ja... ćwiczę 3 razy w tygodniu. I gdybym miała z kim zostawiać Mateo to ćwiczyłabym 5! 
1 h 30 min godziny tańca (funky, hip-hop, dancehall, house)
1 h 15 min treningu wzmacniającego moje plecy, brzuch, ręce
1 h treningu rozciągającego 
A do tego... pokochałam squasha - Małż mi na Gwiazdkę rakietę sprezentował i gramy :D
A jak spadnie śnieg... pojedziemy na narty :)

Najlepsze jest to, że uwielbiam to i mimo, że po zajęciach spocona jestem jak mysz... to z każdym dniem mam ochotę na więcej :)

Najważniejsze, to dbać o siebie, bo nikt o nas tak nie zadba jak my sami :)

Kończąc - moją cudowną mentorką, osobą która obudziła we mnie sportowego ducha jest Olga z Art Body Studio.
AllGi, dziękuję jesteś WIELKA :)
Dla osób z Łodzi i okolic: http://www.treninglodz.pl/


A za chwilę usiądę do kolejnego posta :) Bo mi się Dziecię moje rozgadało i się muszę pochwalić :)
I zdjęcia będą :)
     

                                                                                                       Mama Mata

7 komentarzy:

  1. Zawsze chciałam tańczyć, niestety talentu brak :) Nieślubny na gwiazdkę sprezentował mi stepper, więc ćwiczę ile sił, aż później nie mam siły wstać z łóżka, tylko co z tego, że ćwiczę jak KFC mam na trasie spacerów z małą, aż grzech nie wejść :D Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo KFC i McDonald to zło! Ale jakie smaczne :)

      Usuń
  2. Zazdroszczę Ci konsekwencji. Ja się muszę w końcu z domu ruszyć i wybrać na jakieś zajęcia, bo sflaczeję zupełnie. Na squasha napalona jestem już od dawna;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Madzia super :D dobrze jest robić coś dla siebie :D a taniec to chyba największa frajda :D wiem cosik o tym ;p a na kręgosłup polecam jogę - działa cuda :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jogi próbowałam, ale to chyba nie mój typ fitnessu. Podobno działa cuda... dam jej jeszcze jedną szansę :)

      Usuń
  4. Ale pozytywna energia bije z tego posta :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo, za odwiedziny i każdy pozostawiony komentarz :)