środa, 17 września 2014

gdy Taty nie ma w domu...


Tata Mata ma taką pracę, że raz w miesiącu na 5 dni wyjeżdża. Zostajemy wtedy sami. Jedni mówią – masz 5 dni luzu, święto spokoju, bez męża… Dla  mnie to nie jest w żadnym razie czas luzu. To czas wzmożonej aktywności tęskniącego za tatą Mateusza. Czas, kiedy mama jest dosłownie od wszystkiego.

Gdy Tata Mata mnie wkurza, gdy narzeka, gdy denerwuje, myślę sobie: niech już nastanie te pięć dni, gdy Cię nie ma. Ale, gdy faktycznie nadchodzi i zostajemy sami, to wszystko mi o nim przypomina. Taka rozłąka uświadamia dobitnie jak bardzo go kocham i jak bardzo za nim tęsknię.

Gdy Tata Mata wyjechał po raz pierwszy, Mateusza to ‘rozwaliło emocjonalnie’. Nie chciał sam zasypiać, gdzie wcześniej był kąpany, pił mleko, mył zęby i sam zasypiał. Jakież było moje zdziwienie, gdy pierwszej nocy wykonałam wszystkie czynności, jak zwykle,  i zostawiłam go żeby zasnął. A Mati w płacz. Zawiesił się na bramce (na schodach) i krzyczał, że nie będzie spał, on chce na dół do telewizora, jak to nie może? Jak to rybka (mini mini) już śpi? On chce pić, chce mleka, nie chce mleka. A gdzie tata, chcę do taty. Dziecko było tak niespokojne, że przez półtorej godziny śpiewałam mu kołysanki trzymając za rękę.

Następnego wieczoru było ciut lepiej, bo śpiewałam godzinę. Po kilku dniach się uspokoił całkowicie. I wtedy przyjechał Tata.

Po miesiącu, kolejny wyjazd. Nauczona doświadczeniem od razu zaczęłam od czytania bajeczki. Choć wyjazd numer dwa, a tym samym rozłąka, był bardziej  przewidywalny i okraszony mniejszym ładunkiem emocji, to i tak spowodował nerwowość Mata.

Kilka miesięcy przerwy w wyjazdach… I ten obecny. Z zasypianiem problemów nie ma, ale co jakiś czas się dziecku przypomina i pyta gdzie jest tata. W perspektywie kilka kolejnych miesięcy z wyjazdami. Widzę, że teraz Mati jakoś lepiej to znosi. To dobrze, bo początki były trudne i dla niego i dla mnie.

Teraz, w perspektywie mamy kilka miesięcy regularnych wyjazdów. Ale widzę, że Mati zrozumiał, że jak Taty nie ma, to nie dlatego, że ”wyszedł po bułki i nie wrócił”, tylko taką ma pracę.

Gdy mu mówię, że Taty nie ma, on pyta: Poleciał do Danii? Tak, poleciał, ale wróci, już w piątek…



                                                                                                         Mama Mata





26 komentarzy:

  1. Znamy to . Mój Adaś gdy tata wychodzi do pracy co chwile przez cały dzień pyta gdzie jest i czy jedzie już brumbrum . Nie wyobrażam sobie co by było gdyby musial wyjechac na dłużej ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, dla dziecka to szok, gdy rodzica nie ma kilka dni. A przecież zdarzają się takie sytuacje...

      Usuń
  2. Piątek już za chwilę, ani się obejrzy i będzie miał Tatę znowu na miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja sobie takiej sytuacji nie jestem w stanie wyobrazić. Fifi jest przyzwyczajony, że jak wstaje, to taty nie ma, ale zawsze czeka na powrót z niecierpliwością i jak się przedłuża nieobecność, to jest nieswój. Ale też myślę, że gdyby nam się taka sytuacja zdarzyła, to jakoś dalibyśmy radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, pewnie, że byście dali, nie ma innej opcji :)

      Usuń
  4. Mój mąż wprawdze pracuje na miejscu, ale niedawno musiał wyjechać na tydzień do Niemiec i chyba ja to gorzej przeżyłam, bo mała jakoś różnicy nie odczuła. To normalne, że dzieci tęsknią, szczególnie gdy są przyzwyczajone do obecności obu rodziców. Tak to jest, że trzeba zmagać się z różnymi niespodziankami od losu, nawet pracą za granicą.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, choć dla dziecka, taka zmiana, że rodzic był i nagle go nie ma... - to mu rozwala 'świat'. Na szczęście, nie na tyle, żeby sobie dzielne matki nie poradziły ;)

      Usuń
  5. Smuteczek jest duży przez te 5 dni, ale to miło czytać, że maluch jest tak mocno związany z obojgiem rodziców! <3 Pozdrawiam :-*

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozumiem, bo mój mąż musiał wyjechać na 9 miesięcy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj! Trafiłam na tego bloga całkiem przypadkiem (sama nie wiem, jak) i przeczytałam już kilka postów. Chciałabym nawiązać do poprzedniego a'propos przedszkola. Na moim blogu mam pewną serię postów dotyczącą dzieci i tak się złożyło, że mój najnowszy jest właśnie przykładem tego, jak można podejść do dziecka i jak z nim rozmawiać, przed pozostawieniem go samego w nowym miejscu. Zapraszam, bo myślę, że może się przydać :) - http://aga-usa.blogspot.com/2014/09/radzenie-sobie-ze-strachem-czesc-3-ost.html I tyczy się to nie tylko przedszkola, ale też innych sytuacji, jak np. chociażby tego, że tata musi wyjechać na jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
  8. Znam ten ból u nas jak tatko wyjeżdża w delegacje jest ten sam ból Lulci

    OdpowiedzUsuń
  9. To świetnie, że Mateusz jest tak związany z tatą. Kiedy mój mąż wyjechał na szkolenie w niedzielę, Weronika dopiero w środę zamyśliła się znienacka i spytała: "A właściwie to gdzie jest tata?"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba niezbyt dobrze... Ale Weronika ma cudowną mamę, która rozdwaja się gdy nie ma taty :)

      Usuń
  10. z lat własnego dzieciństwa pamiętam traumatyczne rozstania z tatą ..

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj. Mój mąż ma gorący okres w pracy, jakieś wdrożenia. Dziś np. wrócił o 4 rano i 8 znów pojechał do pracy, nie wróci na noc, dopiero nad ranem i potem od 8 do wieczora. Wszystko sama i Kaja rozbita. Ja też. W takich chwilach człowiek docenia męża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyżby był informatykiem? Bo wdrożenia to jedno z moich nielubianych słów :)

      Usuń
  12. W sierpniu musiałam udać się na 3dni do szpitala na operację. Coreczka została z tatą i babcią. I choć od miesięcy ją przygotowywaliśmy, mówiliśmy, tłumaczyliśmy a moją nieobecność zniosła dobrze, tak teraz jest mi ciężko gdziekolwiek wyjść bez serii pytań czy wrócę:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dzieci zapamietuja takie sytuacje, nie? Ale to minie :)

      Usuń
  13. Nie zazdroszcze takich wyjazdow... Ile bym na mojego malzonka nie narzekala, to bez niego czuje sie jak bez prawej reki, a jego pomoc przy dzieciakach jest nieoceniona...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też tak myślałam... Ale ma to też swoje plusy... wraca stęskniony :)

      Usuń

Dziękuję bardzo, za odwiedziny i każdy pozostawiony komentarz :)