wtorek, 2 września 2014

Tłumacz, proś, rozmawiaj...

Masz tak czasami? Że chce Ci się płakać z bezsilności? Że nie wiesz co zrobić, co powiedzieć, jak się zachować w opozycji do dziecka? Swojego własnego, ukochanego, często jedynego? Masz poczucie, że zawiodłaś jako matka? Że źle wychowujesz? Że być może nie potrafisz?
źródło: www.kobieta-dziennik.pl


Taka historia.

Chłopczyk, Jaś, ma kochających jego i siebie nawzajem rodziców. Mamę, która poświęca mu cały swój czas kosztem… wszystkiego. Tatę, zapracowanego od 8 do 16 i po godzinach czasami też, ale bardzo starającego się dać Jasiowi każdą wolną chwilę.

Ma babcię Jolę – uosobienie spokoju i cech, które babcia mieć powinna. Jaś uwielbia spędzać z nią czas. To ona poświęca się w całości gdy są razem. Ona potrafi tłumaczyć, uspokajać, nie odbierając przy tym prymu w wychowywaniu rodzicom.

 Ma też dziadka Jarka, który kocha go bardzo. Spędza z nim dużo czasu, w ogrodzie, w garażu, przy samochodzie.  Z dziadkiem Jarkiem Jaś zgłębia tajniki ‘męskich zajęć’.

Jaś ma też babcię Anię i dziadka Antoniego, ale z nimi spędza relatywnie mało czasu. Uwielbia natomiast jeździć do babci Joli i dziadka Jarka. Albo… uwielbiał.
Ostatnio, stało się coś… czego mama nie przewidywała… Za babcią chodzi krok w krok. Dziadka kopie bije, gryzie, odpycha, mówi „idź sobie”. Czemu się tak zachowuje? Może próbuje zwrócić na siebie jego uwagę? A może traktuje jak zagrożenie? Dziadek się stara, a Jaś nie. Dziadkowi jest przykro a Jasiowi nie. Wyprzedzając pytania, co dziadek zrobił Jasiowi? Nic, absolutnie nic.

Mama Jasia załamuje ręce. Widzi jak takie zachowania wnuka ranią jej tatę. Jednocześnie sama płacze z bezsilności, bo nic nie pomaga. Ani tłumaczenie, ani prośby, ani groźby. Nic. Mama Jasia czuje jakby stanęła przed ścianą, której nie potrafi przesunąć… A podobno nie ma ściany, której nie da się przesunąć.

Po kilku dniach beznadziei, rozmyślań o popełnionych błędach wychowawczych ( bo jak inaczej wytłumaczyć sobie tę sytuację? )  mama Jasia postanawia podjąć jeszcze jedną próbę. Bo tak być nie może, Jaś musi zrozumieć, że takie zachowanie jest niedopuszczalne. Przeprowadza rozmowę. Tłumaczy (po raz kolejny, ale być może innymi słowami, które bardziej przemawiają do niespełna trzyletniego młodzieńca), że dziadziusiowi jest bardzo przykro, że tak nie wolno. I staje się coś niesamowitego…

Przy następnej wizycie w domu dziadków Jaś zachowuje się ja przystało na kochającego wnuka. Podchodzi do dziadka i na ‘dzień dobry’ mówi: Dziadku, nie wolno mówić ‘idź sobie’, wiesz?

Poczucie bezsilności ustępuje miejsca radości, że mama ma mądre, rozumne dziecko. Do kiedy będzie trwać ta radość? Do następnego razu…

Jaka jest konkluzja tej historii? Wychowując dziecko nie wolno się poddawać. Nie wolno zrażać się porażkami. Nie wolno odpuszczać, ani sobie ani dziecku. Trzeba za to, rozmawiać, tłumaczyć, prosić. Często wielokrotnie, często z uporem maniaka, niemalże. Bo, co ważne, ile dasz od siebie dziecku tyle ono odda Tobie.


Mama Mata

25 komentarzy:

  1. Święte słowa, ale trudne czasami strasznie do wykonania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudne jak jasna.... wiadomo co... Ale konieczne :)

      Usuń
  2. Oj strasznie trudne! Jakoś ostatnio tego tłumaczenia, rozmów i próśb mam nad wyraz wiele :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba 'przypadłość' każdej Matki... :)

      Usuń
  3. Niby ja to wszystko wiem, ale czasem jakoś cierpliwości brak. Mam ochotę rzucić wszystko, siąść i płakać. A potem niespodziewanie przychodzi taka chwila, która pozwala uwierzyć, że to ma sens.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tłumaczę, tlumaczę, tłumaczę...natychmiastowych efektów nie ma...ale w najmniej oczekiwanych momentach dziecko moje robi to o co ją prosiłam...np. jak wyciągam ją z wózka na spacerze daje mi rękę i idzie w miare grzecznie:) zatrzymuje się przed pasami...wcześniej uciekała- na spacery chodziła na szelkach ale ciągle jej tłumaczyłam...można? można trzeba tylko chcieć...są momenty kiedy jestem bezsilna, nic nie pomaga...ale nie z takich opresji się wychodziło :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj tak, święta racja :-) tłumaczenie i rozmowy jeszcze przede mną, ale już ćwiczę na mężu ;-) mam wrażenie że on czasami gorszy uparciuch niż dziecko :-) pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bywa ciężko, ale warto podejmować wysiłek. Zawsze!

    OdpowiedzUsuń
  7. Co prawda, to prawda- nie wolno się poddawać. Moja córeczka jest bardzo uparta i czasem nie miałam cierpliwości tłumaczyć jej, co wolno a co nie. Na szczęście zdałam sobie sprawę, że popełniłam błąd i teraz, gdy na coś się uprze, już nie płacze i tupie, kiedy jej powiem "nie wolno". Bycie matką to ciągła nauka i nie można przysiąść na laurach:). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie, bo lepiej późno niż wcale :) Moje też już tak głośno nie krzyczy jak słyszy 'nie' :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Ja tłumaczę z uporem po parę razy dziennie ale jestem gaduła wiec to nawet lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha :) To jeszcze się 'wygadujesz' przy tym :D

      Usuń
  9. Trudne do wykonania, ale tak trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  10. Staram się jak moge tlumaczyc wszystko po kilka razy. Rozmowa jest najważniejsza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, Ty masz komu tłumaczyć... Za chwilę Trzeci też zacznie mieć swoje zdanie :)

      Usuń
  11. Wydrukuję i powieszę na ścianach w domu - moja córka wchodzi w etap "buntu dwulatka" i czasem brakuje mi już sił :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie też czasami brakuje... Dziś na przykład o mało nie wyszłam z siebie... Bo co zrobić jak do dziecka nic nie dociera??? :)

      Usuń

Dziękuję bardzo, za odwiedziny i każdy pozostawiony komentarz :)